Piotr Zet - BLOG

O autorze ↓

Okno szeroko zamknięte

W urzędzie gminy odbiłem się od ściany. Winne są po równo: Google, mgr Gruszka i Strasburger.

1 sierpnia – syreny wyją. Wtedy też, jak zwykle, komórka zaczyna szaleć. To znajomi przypominają sobie, że skoro wyją, to znaczy, że mam urodziny. Ale w tym roku syreny wyły mi w głowie na długo przed godziną W. Plan dnia był prosty: zakładamy firmę. Wujek Google pięknie mi wszystko wyśpiewał, podrzucając jakże zgrabne hasło: jedno okienko, rachu ciachu i po strachu. Choć i podsunął hasło „jedno okienko eksperyment z małpami” (polecam). Zanim zamknąłem drzwi od domu, by wybrać się do urzędu gminy zarejestrować firmę Plum Bomb Poland (się ma łeb do marketingu, nie?) Anka, żona się znaczy, zdetonowała bombę.



- Sto lat, staruszku, nie będę czekać z prezentem. To znaczy będziesz musiał poczekać, żeby go zobaczyć. Jakieś niecałe trzy kwartały – Anka budowała słowne kalambury lepiej niż Strasburger składał suche dowcipasy.
Uruchomiłem zwoje...1,2,3,4...ding! Poranny tost stanął mi w gardle. Postanowiłem rżnąć głupa. A nóż się przestraszy, wycofa, zapomni i ja się wybudzę z tego snu pełnego niespodzianek. Zanim zacząłem się dławić przypalonym pieczywem, wykrztusiłem trzy pytania.
- A mogłabyś prościej, tak wiesz jak do chłopa z kółek rolniczych? Mam rozumieć, że co? Że w kontrakty lokacyjne zainwestowałaś i jesteśmy ustawieni do końca życia? – zaatakowałem.
- Złotko, znaczy się tato...- Ania nie skończyła kwestii, rzuciła się walić mnie w plecy, widząc fiolet na mym zdziwionym licu.
Alarm w głowie przyszłego ojca wył na całego.

Wchodząc do urzędu gminy starałem się przypominać sobie, kto tu jeszcze niedawno był perłą polskiej menażerii. Dodawałem sobie w myślach otuchy, starając się przywrócić wczorajszą pewność siebie. Tak zapatrzony w swoje troski stanąłem przed okienkiem 613 B.
- Proszę pana, numerek pan ma? Proszę pana! Proszę pa... – urzędniczka, roztyła farbowana (chyba Dulux matowy?) szatynka patrzyła na mnie zza biurka pytającym wzrokiem.
W moment otrzeźwiałem, rzucając się do przeszukiwania kieszeni spodni. Mgr Gruszka Barbara, bo tak widniało na plakietce przypiętej do jej nylonowej bluzki, była gospodynią jednego okienka. Pokornie wysypałem cały plik dokumentów jakie Google radził zabrać do okienka.
- A to pan firmę chce zakładać?
- No, nawet nazwę już mam.
- Super. Tylko wie pan, lojalnie ostrzegam, okienko jedno to i problem niejeden. Musi pan jeszcze pozałatwiać formalności w KRS no i na bank pan gdzieś się machnął w papierach więc telefon pan wpisał, to będziemy dzwonić, prostować.
- Błąd? Gdzie? Dlaczego?
- Niech pan nie pyta dlaczego, tak jest, basta – zakończyła Barbara Gruszka.
Zbiła mnie tym na kwaśne jabłko, nawet nie chciało mi się małpie odciąć kąśliwym żartem. Strasburger nie byłby ze mnie dumny.
Trwa ładowanie komentarzy...