Piotr Zet - BLOG

O autorze ↓

Księgowa, papuga no i trotyl

Czy jeszcze żyję? Jasne. Jest po staremu: ściga mnie najdroższy prawnik w mieście, napój się leje, żona się śmieje. - Kto nie pracuje ten nie je – mawiał Lenin, trawestując świętego Pawła. Dobrze gadał, polać mu. I ja święty nie jestem i manna mi z nieba nie leci – pracować trzeba. Stąd też moja przydługa cisza w eterze. A kto pracuje – ten nie pisze. Ale żeby nie było, że przez ostatnie tygodnie żyłem w dżungli…tak, tak słyszałem o trotylu. I tak - nieco dla jaj - poleciałem sprawdzić czy i moja „Plum Bomb” zawiera ten aferodajny składnik. Wyniki przyjdą lada dzień.

Bo pamiętacie, cóż to „Plum Bomb”? Marketingowa broń masowego rażenia, granat rzucony w pokoju pełnym różowych pluszaków. W skrócie: napój witaminowy, na amerykańskiej licencji. Lada dzień zaleje sklepy, przynajmniej tak obiecał mi dystrybutor. Sprytnie to sobie obmyśliłem – skoro wszyscy wkoło gadają o procesach w chmurze to ja zrobię napój w chmurze. Zaspex, ten sam, co produkuje pewien kontrowersyjny energetyk, rozlewa mi Plum Bomb. Inna spółka rozprowadza butelki i puszki po sklepach. A ja daję recepturę i nakładam swój marketing. Nikogo nie zatrudniam. Nawet księgowej.



No właśnie, księgowa…tego bałem się najbardziej. Jak tej urzędniczki z jednego okienka. No i tu wreszcie się Ania przydała. Żona się znaczy.
- Chłopie, weź się do chmury z tą księgową. Przecież o tym już nawet w ”Poradniku Gospodyni” piszą – parsknęła znudzona. Potem dodała coś o tym, że wciąż czeka na obiecaną na urodziny toyotę ale już nie za bardzo słuchałem. Byłem w objęciach wujka google, szperając po archiwum „Poradnika”. Dobre to, ta księgowa. Tańsze, kawy nie chce, śniadaniowych przerw na bułkę z salcesonem nie robi. Konkurs piękności wygrała niejaka SuperKsięgowa. Fajna laska? O ile program informatyczny ma jakiś seksapil… ważne, że znajomy, (co z nim u Bolerki pracowałem) używa i ma spokój. I na tym mi zależy, bo wczoraj dostałem dwa listy i jak to na filmach bywa jeden niósł marne a drugi dobre wieści.

Łupnęło mnie tą pocztą w łeb. Bo ja tu sobie bla bla bla, biznesik rozkręcam a Bolerko właśnie, bakaliowy krezus, ocknął się w tej szwajcarskiej klinice. I co? Zonk. Cios, jaki mu zadałem porcelanowym słoniem, poprzestawiał chłopinie co nieco pod sufitem. Facet wynajął najdroższą papugę, która jeszcze kilka lat temu zasiadała w Sądzie Najwyższym. Ptaszek palestry wozi się (thank you again, uncle google) cacy-perłowym bentleyem, więc fachura, nie? I tenże mecenas pisze, że Bolerko mnie w sądzie wysuszy z wolności i kasy jak słoneczko suszy rodzynki. Za próbę zabójstwa. Spochmurniałem. Druga koperta? Ech, wyniki badań Plum Bomb. Trotylu brak ale jest…kofeina. Skąd? Już wiem, ale o tym następnym razem.
Trwa ładowanie komentarzy...